Czy naprawdę oceniamy jakość… czy tylko udajemy?
W wielu postępowaniach opartych widzę powtarzalny schemat:
Pięknie opisane kryteria techniczne, punkty za „innowacyjność”, „wydajność”, „funkcjonalność” – waga: 30–40%.
Brzmi dobrze, prawda?
Tylko że w praktyce… wszyscy wykonawcy dostają maksymalną liczbę punktów technicznych
Dlaczego?
Bo wymagania są ustawione na poziomie, który spełnia cały rynek lub tak, aby każdy otrzymał „po równo”. W efekcie kryteria techniczne przestają różnicować oferty, a całe postępowanie sprowadza się do jednego parametru: ceny. De facto prowadzimy przetarg „najniższa cena”, tylko w bardziej eleganckim opakowaniu.
Czym właściwie jest „jakość” w zamówieniach publicznych i czy dla każdego zamawiającego oznacza to samo?
W praktyce często widzę takie podejście:
„Inny Sanepid kupił taki sprzęt, więc my zróbmy dokładnie to samo postępowanie”
Brzmi bezpiecznie.
Ale… to jedna z największych pułapek w zamówieniach publicznych.
„Jakość” nie jest uniwersalna. To nie jest jeden zestaw parametrów, który działa wszędzie.
Jakość to zawsze: dopasowanie do konkretnej potrzeby, wynik realnych warunków pracy i kompromis między funkcjonalnością a budżetem
Zamawiający NIE musi: kopiować innych postępowań, kupować „standardowego rozwiązania branżowego”
Zamawiający MUSI natomiast uzasadnić swoje wymagania i wykazać, że wynikają z potrzeb.
—
W kolejnym wpisie postaram się otworzyć „bramy piekieł” pokazując drugi typ postępowań, które pozornie „otwarte” nie dają szans innym wykonawcom z rynku 😉

Leave a Reply